Recenzje

Nisemonogatari

cover 6 z 6 lubi tą recenzję.

Nisemonogatari - sequel świetnej produkcji studia SHAFT, z 2010 roku, Bakemonogatari, przybliża widzowi losy młodszego rodzeństwa głównego bohatera, Koyomiego, niezwykłych „ognistych sióstr”, które jak same twierdzą, mają na celu ratowanie biednych i uciśnionych, czyli w większości uczniów gimnazjum, do którego obie uczęszczają. Dorastające dziewczyny, chcące zawojować świat, lubią pakować się w kłopoty, z których, mimo ich niezwykłych zdolności, musi wyciągać je ukochany braciszek…Zaraz, zaraz, przecież anime słynącego z ekstrawagancji studia, nie może mieć aż tak sztampowej fabuły. Oczywiście przygody obu sióstr, starszej: Karen, i młodszej: Tsukihi, mają drugie dno, mające na celu ujawnienie ich prawdziwej tożsamości. Obie panny Araragi, chowają coś przed światem, są „nisemono”, oszustkami, podróbkami. Cóż jednak mogą mieć do ukrycia, dwie z pozoru zwykłe nastolatki, mimo ich dość niecodziennego celu w życiu? Dokładnie tak, jak to było we wspomnianym już Bakemonogatari, powód takiego a nie innego rozwoju akcji, oraz jego skutki, będą utajnione, do czasu, w którym prostacko sprowadzą nas na ziemię ukazując nieskomplikowane pobudki uczuciowe i materialne bohaterów. Seria pokazuje nam największe dziwactwa i skrajności, abyśmy ruszyli głową i po chwili dowiedzieli się, że nasz wodzony za nos umysł, poszedł w zupełnie innym kierunku niż potrzeba, a wszystko to w pięknej otoczce wierzeń i legend dalekiego wschodu.Jak zwykle zaskakujące dialogi oraz dziwne, choć wykonane z niezwykłą starannością kadry, budują niesamowity nastrój i wręcz wciągają widza w przedstawiony świat, który zresztą sam, mimo iż wydaje się zupełnie normalny, okazuje się być pokręcony do bólu. Seria, której pierwowzorem znów była powieść Nishio Ishina, włożona w elastyczne ramy SHAFTu, zaczyna opiewać w niemożliwości i jest zdecydowanie strzałem w dziesiątkę. Dziwić może zdecydowanie duża ilość fanserwisu, znajdująca się o krok od granicy dobrego smaku. Jednak przy tak specyficznej fabule, i świetnej animacji, podteksty i golizna nie rażą, a bawią i czasem ukazują sens sytuacji, potrzebny do zrozumienia głównego wątku. Bardzo dobrze dopasowana muzyka buduje nastrój wtedy, gdy potrzeba i rozluźnia atmosferę w mniej znaczących momentach. To, co urzekło mnie zarówno w Bakemono, jak i w Nisemono, to kreacje bohaterów, którzy mimo wspomnianych specyficznych dialogów, (w których świetnie odnajdują się seiyu i chwała im za to), są bardzo życiowi i mają swoją rolę do spełnienia w serii. Kierują się również uczuciami bliskimi nam na co dzień, i rozwijają się podczas trwania serii, mimo iż 11 odcinków to nie za wiele.Podsumowując, serię świetnie się ogląda, nie ma w niej jakichś rzucających się w oczy błędów, a powieść jest świetnie zaadaptowana. Mimo tylu udziwnień, wprowadzonych w celu dodania anime nieco wyjątkowości, wątki są nadal bardzo czytelne i zrozumiałe, a pobudki bohaterów nie wzięły się z kosmosu. Technicznie: majstersztyk. Fabularnie: geniusz. Siostry Araragi, mimo iż pokazane jako oszustki, są gdzie nie gdzie bardziej prawdziwe niżli inni bohaterowie, biorąc pod uwagę również, to, że nie są do końca świadome tego, że udają kogoś kim nie są… No cóż, w końcu „Jeśli coś jest zamierzoną próbą bycia czymś prawdziwym, to jest bardziej prawdziwe, niż prawdziwa rzecz”. Jest to seria, którą ocenić i zrozumieć można dopiero po zakończeniu seansu, który na pewno nie będzie nudny. Mogłabym tak pisać jeszcze godzinami, wychwalać tę serię pod niebiosa, tak jak i jej poprzedniczkę. Tego, kto nie widział Bakemonogatari, zapraszam wpierw do obejrzenia. Natomiast widzowi łaknącemu więcej mistrzowskich przekrętów i niechybnych uszczerbków w mózgu, polecam kliknięcie w któryś z linków poniżej. Hikire